Spora, jak na lubińskie warunki, grupa kibiców przyszła na dzisiejsze, inauguracyjne spotkanie ligowe. Oczekiwania wobec zespołu Zagłębia nie były skomplikowane - wygrać w dowolnym stosunku bramkowym. Choć było bardzo blisko - nie udało się.
Od samego początku spotkania inicjatywa była po stronie lubinian. To oni próbowali nacierać na bramkę rywali - z mizernym jednak skutkiem. Zabrzańska obrona spisywała się bardzo dobrze niwelując zagrożenia już na dwudziestym metrze. Górnik próbował przejąc piłkę na własnym polu karnym i zagrywać z kontry - na próbach się jednak kończyło. Przez ponad dwadzieścia minut gry nie działo się na boisku nic wartego odnotowania. Rywale wzajemnie odbierali sobie piłkę w środku pola i niemrawo parli do przodu.
W 26 minucie rzut wolny w okolicach pola karnego Górnika egzekwowali lubinianie. Mocno zakręcił Brasilia, piłka wpadła pod bramkę i tu w zamieszaniu do własnej siatki skierował ją... Tomasz Prasnal. Prowadzenie wcale nie uskrzydliło lubinian. Obraz gry niewiele się zmienił, ataki były nadal nieporadne, mnożyły się faule w środku pola. Gdy wydawało się już, że I połowa zakończy się prowadzeniem Zagłębia, zabrzanie przeprowadzili trójkową akcję, którą sprytnym strzałem wykończył Rafał Kaczmarczyk.
W przerwie trener Wojno dokonał zmiany bramkarza. Krupskiego zastąpił debiutujący w Zagłębiu Andrzej Krzyształowicz. Lubinianie rzucili się od pierwszych minut do ataku. Nadal jednak nie było wyraźnych efektów ich starań. Kilkanaście razy rzuty rożne wykonywał Brasilia - nikt jednak nie był w stanie skierować piłki do siatki, Lech uprzedzał wszystkich spokojnie łapiąc spadającą piłkę. W 75 minucie na 2:1 dla Górnika mógł podwyższyć Kaczmarczyk. Sędzia jednak przerwał jego samotny rajd na bramkę, odgwizując pozycję "spaloną". Wreszcie na 5 minut przed końcem nastąpiła sytuacja, która jeszcze długo będzie się śnić lubińskim kibicom. Po zagraniu ręką przez Prasnala, Zbigniew Marczyk dyktuje rzut karny dla Zagłębia. Do piłki podchodzi Brasilia, strzela lekko w prawy dolny róg bramki i... piłka mija słupek od zewnętrznej strony. Nie ma gola! Spotkanie kończy się remisem 1:1.
Konferencja prasowa trenerów:Waldemar Fornalik: Po raz kolejny okazuje się, że ten pierwszy mecz to jest jedna wielka niewiadoma. Sparingi to jedno, a mecz ligowy to drugie. Było widać, że drużyny mają respekt w stosunku do siebie. My, nie ukrywam, przyjechaliśmy tutaj z zamiarem zdobycia jednego punktu i szukania szansy w jakiś kontratakach, żeby ten mecz rozsztrzygnąć na swoją korzyść. Zbyt wiele było niedokładności, trochę nerwowości. Moża to tłumaczyć tym, że w tym roku po raz pierwszy zagraliśmy na tak dobrym boisku, bo tej pory szukaliśmy skrawków do trenowania na boiskach o innym podłożu. Ale mamy to poza sobą. Ważne ze zdobyliśmy w tym meczu ten jeden punkt. Wszyscy widzieli, że Zagłębie mogło rozstrzygnąć ten mecz na swoją korzyść, ale zaraz po tym karnym, Adam Kompała przejmuje piłkę i to my może być zwycięzcą. Podsumowując to jesteśmy zadowoleni z tego jednego punktu.
Co powiedziałem Tomkowi Prasnalowi po meczu? Powiedziałem mu, że miał dzisiaj "dzień konia" po prostu. Strzelił bramkę i miałby asystę przy drugim golu - na szczęście Brasilia nie trafił. Oczywiście to jest sport, to się zdarza. Nie życzę mu, by jeszcze raz w swojej karierze przeżywał taki okres. Szczęściem dzisiaj jest to, że zremisowaliśmy.
Marka Koźmińskiego stać na pewno na lepszą grę - potwierdzał to w sparingach. Nie da się kilkoma treningami nadrobić niegranie przez kilka miesięcy. Marek grał do końca dlatego, że w miarę obrona była szczelna po jego stronie. Nie robiłem zmian, bo był wynik po prostu. Widziałem, że trzeba by go było zmienić, chociażby ze względu na to, że nie trenował. Niedawno zaczął treningi i niedawno zaczął grać. Myślę, że każdy mecz będzie procentował i będzie na jego korzyść.
Wiesław Wojno: Dzisiaj śmiało mogę odpowiedzieć na wcześniejsze pytanie dziennikarzy: "Czy lepiej było grać w Szczecinie czy w Lubinie?". Już wiem, że na pewno w Szczecinie było lepiej grać, bo może przyszłoby zwycięstwo, wiara. Dzisiaj, to co pokazali moi zawodnicy w pierwszej połowie, to... naprawdę nie poznawałem ich. Oni grają 50% tego, co potrafią. Myślę, że nie wytrzymali ciśnienia. Inna była taktyka, inna realizacja - to było widoczne. Przestraszeni, grali bardzo niedokładnie, bojaźliwie i to było bardzo widoczne. Niemniej jednak powinni te 1:0 utrzymać, ale okazuje się, że znowu błąd w środku pola, później w "szesnastce" i to rzutuje na to, że tracimy bramkę, tracimy punkty. Druga połowa - nie mieliśmy nic do stracenia - chłopcy poszli do przodu, stworzyli kilka sytuacji bramkowych. W każdym bądź razie podeszli bardzo blisko Górnika, między innymi tego wynikiem był rzut karny. Los nie uśmiechnął się do nas. Brasilia, który na treningu na dziesięć strzela dziewięć, przestrzelił akurat dzisiaj. Ty by dało nam zwycięstwo, trzy punkty, no i myślę, że taki jakiś spokój psychiczny przed następnymi meczami.
Ten zespół nie potrafi grać pod dużą presją i potrzebuje dwóch, trzech zwycięstw - wówczas na pewno zaprezentuje swoje prawdziwe umiejętności. Czy jestem zadowolony? Nie jestem zadowolony, na pewno i z gry i z wyniku cieszyć się nie mogę. Niemniej jednak liczę na tych doświadczonych zawodników, że oni wezmą na siebie ciężar gry i poprowadzą ten zespół do zwycięstw.
Piłkarze nie wytrzymali ciśnienia, zagrali wbrew założeniom taktycznym. Obawiali się Górnika, zagrali zbyt zachowawczo. Jeżeli zawodnik nie potrafi dokładnie podać na 5 metrów, to widać w jego poczynaniach tę nerwowość i ona była widoczna i rzutowała na poczynania naszych zawodników.
Zawodnicy rywalizują o pozycję... i Kowalski i Drumlak... Moskalewicz również. Dzisiaj koncepcja gry była taka, że liczyliśmy na stałe fragmenty, na Nicińskiego, który bardzo dobrze gra głową. W rzutach rożnych mieliśmy nadzieję, że to właśnie on zagra skutecznie. Od początku było takie założenie, że wejdą Drumlak i Moskalewicz. Paweł Drumlak ma ogromne możliwości i liczę, że w najbliższych meczach pokaże się i będzie bardzo widocznym zawodnikiem.
Brasilia - on nie był w toku pełnych przygotowań, podobnie jak Koźmiński u trenera Fornalika. Będą u niego takie wahnięcia formy, raz zagra lepiej, raz gorzej, bo od początku się nie przygotowywał z tym zespołem... jeździł po Europie.